PIĘKNE SPOTKANIE Z WIELKIM CZŁOWIEKIEM- ALEKSANDREM DOBĄ

utworzone przez | Paź 14, 2017 | motywacja, pozytywnie, strona główna, strona główna | 13 Komentarze

 

Uwielbiam spotkania z ludźmi, którzy na przekór wszystkiemu  idą własną ścieżką życiową i realizują własne marzenia. Spotkanie z Olkiem Dobą uświadomiło mi, że tak naprawdę możemy wszystko, ograniczenia są tylko w naszej głowie. Przeczytajcie jak wspaniałym człowiekiem jest Aleksander Doba.

 

Trzy najważniejsze zasady Olka to: mieć marzenia, opisać je w plan, zacząć realizować od teraz. Tak też zaczął robić. Miał marzenie przepłynąć z kontynentu na kontynent przez Ocean Atlantycki kajakiem. Wziął kartkę papieru A 4 i rozrysował jak miałby wyglądać jego kajak, na 7 metrów długi i metr szeroki, a następnie rozpoczął działanie. I w taki o to sposób zrealizował swoje marzenie, każda kolejna wyprawa to było podnoszenie sobie poprzeczki coraz wyżej.

 

Olek to niesamowicie energiczny człowiek o wielkim sercu, ogromnym poczuciu humoru i dużej wiedzy. Kiedy dla nas Ocean jest tylko wodą, dla niego był tętniącym życiem akwenem wodnym. Każdego dnia działo się tam mnóstwo rzeczy. Spotykał mnóstwo zwierząt od maleńkiego planktonu, który po dotknięciu go świecił na seledynowo po ogromnego wieloryba ( Olek twierdził, że to była kobieta – wielorybka, bo miała śliczne oczy 🙂 ), który przyglądał mu się, płynąc za nim. Aleksander jest człowiekiem, który myśli tylko pozytywnie, twierdzi, że jeżeli wysyłasz dobrą, pozytywną energię zwierzęciu, ono nic złego Ci nie zrobi i w taki o to sposób głaskał…rekiny.

 

Nasz wspaniały podróżnik miał również mnóstwo wesołych historii. Opowiadał o tym, że miał dwa telefony, jeden to był łącznik z osobą, która nadzorowała całą wyprawę, drugi to kontakt z rodziną. Olek zapominając opłacić abonament, stracił łączność z rodziną i napisał na drugi telefon, że potrzebuje pomocy, w ten o to sposób wysłali mu flotę ratowniczą, z którą musiał porozumieć się po angielsku. Kiedy przypłynęła wielka jednostka ratownicza- on mówił OK pokazując kciuk, a oni ciągle pytali czy na pewno? Odpływali, a za kilka godzin pojawiali się z powrotem, w końcu Olek się zdenerwował i krzyknął po polsku…spier…lać, a oni zaczęli mu radośnie machać 🙂 …………….i odpłynęli.

Nie obyło się również bez różnych chorób np. Olek miał wysypkę na ciele, szczególnie w okolicach pachwin i pośladków, ze względu na fakt, że było to miejsce najmniej wentylowane. Co robił, aby polepszyć stan skóry 🙂 ? Domyślcie się, przecież był sam na Oceanie…

 

Aleksander opowiadał również o swoim kajaku, który był wybudowany specjalnie dla niego i według jego rozpiski czyli 7 m długi i 1 m szeroki 🙂 Pokazywał opis na kajaku, z którego musiał się tłumaczyć, ponieważ pochodził z Polic miał napisane POLAND POLICE 🙂

Kajak był tak zbudowany, że nawet przy wielkich falach, gdyby go przewróciło i tak wracał do postaci pierwotnej. Najbardziej niebezpieczna była ostatnia wyprawa, gdzie ostrzegano Olka, że na takie sztormy ten kajak już nie jest przygotowany. Było to wielkie ryzyko, widać było również wzruszenie i łzy w oczach Olka, ale udało mu się, przekroczył własne granice i granice projektu kajaka. Dzięki własnej ogromnej wiedzy,  wiedział dokładnie co ma robić i jak ustawić kajak w momencie 10 metrowych fal podczas sztormu, który miał 8-9 w skali Beauforta.

 

Przy tych wszystkich wyprawach wspierała go żona, która bardzo się bała, ale pozwoliła mu realizować własne marzenia. Mieli taki układ, że jak będzie księżyc na niebie to obydwoje będą na niego patrzeć.. on na Oceanie, a ona gdzieś tam w domu i spotkają się wzrokiem na księżycu…

Dla wszystkich zainteresowanych wyszła autobiografia Olka „ Na fali i pod prąd”, nie mogłam obyć się bez..;)

 

 

Sami widzicie, że  spełniać marzenia można w każdym wieku, zahamowania są tylko w naszej głowie.

Ściskam

Magda