SPOTKANIE Z PODRÓŻNICZKĄ I ARCHEOLOG ANNĄ JAKLEWICZ

utworzone przez | Lis 5, 2017 | motywacja, pewność siebie, strona główna, strona główna | 0 komentarzy

 

Choć  kocham podróże po Polsce, fascynuje mnie każdy kraj i kultura. Uwielbiam poznawać wyjątkowych ludzi, którzy świadomie podejmują decyzje o swoim życiu, miałam ostatnio szansę poznać  osobiście jedną z takich osób  – podróżniczkę, archeolog Anię Jaklewicz.

 

Kiedy pierwszy raz spojrzałam na Anię, zobaczyłam, szczupłą, wysportowaną kobietę o niesamowitej wiedzy i wspaniałej umiejętności przekazywania  wiedzy ludziom w ciekawy sposób. Pomyślałam sobie wtedy, jaką ta kobieta musi mieć w sobie siłę i odwagę podróżować po świecie w pojedynkę, wybierając trudniejsze i bardziej skomplikowane trasy.  Spotkanie na którym miałam przyjemność być dotyczyło Indonezji, a mianowicie pokazanie tego kraju z drugiej strony, nie koniecznie z pięknych plaż i błękitnych wód. Ania postanowiła zwiedzić Indonezję jak zwykły tubylec, choć mogła latać z wyspy na wyspę samolotami, postanowiła przemieszczać się totalnie przeludnionymi statkami, niekoniecznie czystymi i nocować na workach od ryżu na ziemi. W taki o to sposób każdy jej dzień był wyjątkową przygodą.

 

Czy wiecie, że Indonezyjczycy wierzą w to, że jest 5 płci?

Jest mężczyzna i  kobieta. Jest również ktoś kto urodził się kobietą, a czuje się mężczyzną to calalai. Przeciwieństwo calalai to mężczyzna, który żyje, jak kobieta. Została ostatnia najważniejsza płeć Bissu- idealne połączenie cech żeńskich i męskich. Bissu uważani są za pośredników pomiędzy zwykłym człowiekiem, a Allahem. Są jak kapłani, szamani, tylko oni mają kontakt z pozaziemskim światem.

 

Mieszkańcy Indonezji, aby łowić ryby na większą skalę produkują mini bomby domowej roboty, które umieszczają pod wodą, niejednokrotnie złe obliczenia umieszczenia ładunku spowodowały śmierć rybaków. Użycie mini bomb zmienia również całą podwodną strukturę geologiczną. Robią to jednak po to, aby szybciej i łatwiej wyłowić ryby i móc zarobić więcej pieniędzy.

 

Jedną z najdziwniejszych wysp Indonezji jest Tana Torana. Aby pochować zmarłego na tej wyspie musisz być posiadaczem bawołów, im więcej tych zwierząt tym bogatszy pochówek i ….większa impreza. Tak tak…u nas szczęśliwym, radosnym dniem jest dzień ślubu, a u nich na ślubie para młoda poważnie siedzi w jednym miejscu cały czas i nie może się uśmiechnąć. Natomiast pogrzeb jest wielką, kilku dniową imprezą z wodzirejami i podarunkami. Niesamowitą historią jest też to, że bez bawołu, nie ma pogrzebu, więc  najpierw trzeba zarobić na zakup tych zwierząt, a następnie pochować zmarłego. Bywa tak, że zarobienie pieniędzy trwa kilka lat, w związku z tym zmarły leży…i czeka w pokoju obok na swój pochówek. Pomimo tego, że nie żyje, nie uważany jest  jeszcze za zmarłego, i tak w jednym pokoju leży zmumifikowana nieboszczka babcia, a w drugim bawią się dzieci.

 

Spotkanie i opowieści Ani uświadomiły mi jak bardzo nasze kultury są różne, jak jesteśmy inni i jak bardzo mało jeszcze wiem 🙂

 

 

Indonezja zawsze kojarzyła mi się z piękną wyspą Bali, cudownymi palmami kokosowymi i przezroczystą wodą, jednak teraz spojrzałam zupełnie inaczej, dostrzegłam różnorodność, ale zarazem spotkanie z Anną  wzbudziło we mnie ogromną ciekawość tego wyjątkowego kraju.

 

Ania jest wyjątkową kobietą, żyje świadomie, przez co dostrzega to, czego nie widzi zwykły turysta. Cały czas poszerza swoją wiedzę i umiejętności, aby jeszcze sprawniej i ciekawiej przebić się przez mury innych kultur. Każde  spotkanie z takimi ciekawymi osobowościami, które wiedzą czego chcą i  podążają własną ścieżką jest dla mnie bardzo inspirujące. A Wy lubicie poznawać nowe kultury, wyjątkowych ludzi? Dla mnie każde takie spotkanie jest wielką nauką.

 

ściskam

Magda